poniedziałek, 30 kwietnia 2012

ZDOLNIACHA

Dziś chciałabym się pochwalić dziełami mojej Sary. Widzieliście już jajka zrobione przez nią i przez ciocię... więc teraz pokażę wam inne rzeczy. ;)

 
 Sarcia robi bransoletki, mozooolna robota. ;)

 
To jest właśnie sprzęt, na którym się je robi...
 
 
A tu już widać efekty pracy. :) Podobają się?

 Jakiś czas temu ciocia zainteresowała się soutage. Jest to biżuteria wykonywana ręcznie. Te chyba zrobiła Sara, ale nie mam pewności. ;)

 
Wbrew pozorom nie jest łatwo zrobić te cudeńka. Potrzeba dużej precyzji i cierpliwości, co od razu mnie wyklucza ;p nie należę do cierpliwych osób. ;) 
ŁADNE?
 
A oto koszyczek wielkanocny, który Sara sama stroiła, Widać też jajka, które mieliście okazję zobaczyć wcześniej. Oczywiście zrobione własnoręcznie. ;)

 
Sara przed święceniem. ;) Ten niebieski komin, który ma na sobie Sara zrobiła moja mama. :) Miał być dla mnie, ale wyszedł za mały. ;p A swojego się nie doczekałam ;d

 
Cała święconka. ;)

Mam nadzieję, że się wam podoba. Miłego dnia i korzystajcie z pogodyy!

A na dobry początek takiego słonecznego dnia coś dla ucha jeszcze: WSTAJĘ RANO

sobota, 28 kwietnia 2012

wróciwszy + KRAKÓW

Wróciłam z Wyczółek, mam zdjęcia z Krakowa zimowego jak i wiosennego! Byłyśmy na Kubikach- woda stanowczo za zimna. Kiedy wyczerpane wędrówką wróciłyśmy do domu okazało się, że Karolcia telefon zgubiła, ale na świecie istnieją dobrzy ludzie i właśnie dzięki takim go szybko odzyskałam. ;)
Powstawiam wyselekcjonowane pamiątki fotograficzne i wracam na grilla, rodzinnie się zrobiło na tarasie.

w pociągu pełna kultura ;)





lutowe mrozy. Pod galerią było lodowisko, zdjęć niestety nie mam,
gdyż Michał swoim aparatem fotografował nasze piruety.

nasze kochane lokum... Pozdrawiamy pana Bożyka i cudownego barmana!
Tam spotyka się najciekawszych ludzi- w piwnicy;)

oto jej wnętrze. Ten pan grający z Marcinem mieszka w Paryżu. Ma rodzinę w Krakowie
 i zawsze kiedy przyjeżdża przychodzi tutaj na partyjkę szachów. 

ja w szachy grać nie umiem...

...więc z Sylwią miałyśmy inne zajęcie, ale miło było.

nie pamiętam ile mi wyszło :D

zdjęcie wydaje się zwykłe, ale zawiera całą paletę
emocji. Kamienica na Retoryka godzina 3 nad ranem.
Pyszne jedzenie przyrządzone przez Kubę-naszego wybawcę.

Kubuś!

cudo.



przedświąteczna atmosfera na Rynku.



PWST...

Marcin niczym aktor przed wyjściem na scenę.

hahah, Marcin, Sylwia, solenizantka i ja.
kawałek sękacza się załapał ale w całości do Krakowa nie dojechał.

Oleandry i mój pedantyzm. 

a to bardzo smutne zdjęcie. Nie mieliśmy pieniędzy i wybierałam się właśnie
na poszukiwanie szczęścia.

Daliśmy radę.

CISOWIANKA naszą przyjaciółką.

powolutku zawracamy do domu...



...

żegnamy się.

nie stać nas było na kupno, ale zdjęcie jest!

Najcudowniejsze miasto w Polsce.
Aż łezka mi się w oku zakręciła. BIG UP.

piątek, 27 kwietnia 2012

żyjemy w czasach satysfakcji.


Tak się bawi, tak się bawi Biaaaała Podlaaska:






Emilcia.

 Szalony dzień, lubię takie. Wszystko, wszyscy i kolejne punkty na liście. Czatuję na pewną osobę któryś dzień z kolei i mi nie wychodzą moje zacne plany, ale do czasu :)
Żadne rzeczy, którymi bym się chciała podzielić publicznie nie przychodzą mi do głowy. Rozpoczął się długi weekend majowy i trzeba wykorzystać ten czas jak najlepiej. Jutro o 7 rano jadę do Sylwii.
I powolutku uczę się tekstów. Czy damy radę? TAK DAMY RADĘ! ;))
to piękne my na mostku dziś.

street art wersja soft.
pozdrawiam, szlerka.

wtorek, 24 kwietnia 2012

LUDZIE

Być może Bóg chciał, abyś poznał wielu złych ludzi, zanim poznasz tego dobrego, żebyś mógł go rozpoznać, kiedy on się w końcu pojawi.
— Gabriel García Márquez


Po ostatniej rozmowie z Karoliną naszło mnie na pisanie... W sumie nie bardzo się wpasuję w temat cytatu, bo raczej chodzi mi o to, że ludzie przychodzą i odchodzą... ktoś jest a później już go nie ma. Coś się kończy, a coś się zaczyna. Taka chyba natura człowieka, że nie chce o nic walczyć. Bo przecież najłatwiej jest się poddać i nie robić nic. Oczywiście wina nigdy nie leży po jednej stronie, ale i tak to jest przykre. Na początku jest fajnie. Poznajemy kogoś, wszystko jest pięknie ładnie i nagle BUM... kontakty się urywają i nie ma już nic. Zostają nam tylko wspomnienia i fotografie. Bywa też, że nie mamy na to wpływu i dzieje się tak przez zmianę szkoły, miasta, otoczenia lub jakiegoś wydarzenia. Tak zaczyna się wszystko kruszyć... I chociaż obiecujemy sobie, że nadal będziemy się spotykać, to nic takiego się nie dzieje. Powoli zapominamy i żyjemy dalej. Czasami pozostaje nam żal do drugiej osoby, że się nie odezwała pierwsza, ale chyba warto jest samemu zrobić ten pierwszy krok i podtrzymywać znajomość, która jest dla nas ważna. Przecież korona nikomu z głowy nie spadnie, a przy okazji nie stracimy bliskiej nam osoby.

Gorzej jest ze związkami, w tym wypadku trudno o jakiekolwiek relacje po zerwaniu... chociaż nie zawsze tak musi być. :) Ale najczęściej jedna osoba nawet nie chce rozmawiać z tą drugą, więc.. Nawet nie będę zaczynać tematu śmierci, bo też by tu pasował. Ale nad tym można się rozpisać kiedy indziej.

 Patrząc wstecz przez moje życie przewinęło się mnóstwo osób i teraz też jest parę TYCH ważniejszych, które chcę mieć przy sobie. Tylko nie wiem co to będzie za rok, po maturze, skończonej szkole i na studiach a nawet jutro... w sumie to nie wiem już nic. Więc może lepiej żyć chwilą i cieszyć się dniem dzisiejszym. 

CARPE DIEM 


i jeszcze coś miłego dla ucha: słuchaj!

wasza E.

niedziela, 22 kwietnia 2012

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!

Kochana Milciu. Dziś Twój dzień! Wszystkiego co najlepsze, spełnienia najskrytszych marzeń, dużo zdrowia, siły i wytrwałości. Z resztą spotkamy się wieczorem i wszystko Ci wyśpiewam :) Chciałam dodać jakieś piękne zdjęcie ale ten złom niczego nie akceptuje. Wstukałam w google Twoje imię i nazwisko i proszę bardzo:


Za czasów długich włosów. Pamiętasz jak poszłyśmy do tej fryzjerki i obie zdecydowałyśmy się obciąć nasze długie kudły? Po wszystkim wyszłyśmy zdezorientowane a Izka zapewniała nas, że jest okej hahaha.
Brakowało takich dni jak wczoraj. Nasz łąka, rzeczka, baranki i przepyszne muffiny... Kradzione flagi w ziemię, ręczniki pod dupy, muzyka gra - pięknie. I uratowałaś w nocy jeża :D To było tak: siedzimy kulturalnie na torach, rozmawiamy o nowym roku, śpiewamy i jemy burżuje kanapki z ikrą aż tu nagle szmery. Obie speszone, nie wiemy co się dzieje czy to pies czy inne licho, mówię "Emila włącz latarkę, włącz, włącz ją aaaa".   Świecimy po torach, nie widać nic aż zauważyłam, że to jeż. Emila: "Wiesz jak jeże szybko biegają?" i poleciała go dogonić. Biedny stał, nie wiedział co się dzieje. Nasza bohaterka wzięła go w szalik i puściła w pole... ;) kochane to takie było.

Dziś urodziny ma także nasza soreczka! Zrobimy jej niespodziankę...

zakochałam się w dźwięku djembe: włącz

czwartek, 19 kwietnia 2012

WYGRANA

No i wygrałyśmy! Jak to ma mamusia stwierdziła, nawet nie wątpiła, że wygramy. :D Więc zajęłyśmy pierwsze miejsce i wygrałyśmy pióra PARKER'a i parasolki. ;) Występowałyśmy pierwsze, co nie jest w sumie dobre, bo zazwyczaj jury zapomina o występach z początku... ale jak widać nas się nigdy nie zapomina! ;))) Oprócz tego masa śmiechu, latania do sklepu, dziewczyna, która podczas swojego występu powiedziała "yyyy", i wlepione w nas oczy... Dodam teraz parę zdjęć, może Karolina coś dopisze, ja nie mam weny. ;p
E.
--------------------------------------------------
Dopiszę! :D Wczorajszy dzień zapadnie mi na długo w pamięci w szczególności za sprawą Doroty, którą poznałam w Wisznicach. Ta niesamowita dziewczyna potwierdziła tylko tezę, że jesteś tym kim chcesz być. Wiem, że tego nie przeczyta ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy... 
Zdjęcia klawe tylko martwią mnie moje kurze łapki wokół oczu, ale to od śmiania się, prawda? 
I jest ten chłopaczek, który mi się podobał! Hahah, za kulisami padło pytanie: po co wam to? po co to robicie? Chwila ciszy bo nie wiedziałam co sensownego powiedzieć. Oceny w szkole mi to nie podniesie gdyż uczę się francuskiego, rosyjski jest moją dodatkową i niewymuszoną pracą. Lubię te wszystkie wyjazdy, poznawanie świetnych ludzi o podobnych zainteresowaniach, genialnie spędzony czas, przygotowania i emocje. Śmiało mogę stwierdzić, że to urozmaica moje życie, nabieram przez to doświadczenia. Z resztą. Gdyby nie nasza pasja (moja i Milki) to nie zobaczyłybyśmy Petersburga, nie byłoby zielonej szkoły, nocy w Warszawie, piosenki, parku, LUBLINA, w ogóle byśmy się nie poznały. 
Trochę mi smutno, że wraz z ukończeniem szkoły poniekąd skończy się nasza przygoda. Soreczka nazwaną 'mamą' nie będzie do nas dzwonić wieczorem i pytać: "jak tam, umiecie? nie umiecie jak zwykle!" i śmiech. Nasze drogi się rozejdą ale pozostanie masa wspomnień i zdjęć. Właśnie po to to robię.
Dziś w Kraszaku odbyło się pożegnanie absolwentów. Klasa odpowiedzialna za część artystyczną przedstawiła ich zjazd za 50 lat. Rok 2060. My też takie zjazdy będziemy organizować. Nie za pół wieku a co dekadę minimum!!! 

:))) 
Szlerka.
 
Jeszcze w szkole.




 Takie tam... z zaskoczenia. ;) W oczekiwaniu na zakończenie przemówień. ;d

Próba światła... :P

 BABKI :D

 Piękna mina Karoliny...
 ...a tu moja. ;d

 Karolina P. śpiewa, a my się szybko przebieramy ;)

 Tu już siedzimy z Karolcią w bani ;>

 A to nasze seksowne tyłeczki przy odbiorze nagród :)

 SMILE SMILE SMILE

 zadowolona Karolina!

 Panowie z komisji i kochana soreczka :)

 taaaa... miejscowe chłopaczki :P

 WTF ; o 

 A TO MYYYYYY, specjalnie we dwie :)

wpis do księgi.